Artykuł 57, czyli kilka słów o umieraniu

Ustawa Prawo o zgromadzeniach pozwala każdemu obywatelowi wyrazić swoje niezadowolenie, swój odrębny głos i krytykę wobec dowolnie wybranej sprawy społecznej lub politycznej. Ustawa ta wynika wprost z polskiej Konstytucji, która jasno określa ten przywilej obywatelski w artykule 57 – „Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich” i dalej „Ograniczenie tej wolności MOŻE określać ustawa” [podkreślenie własne]. I właśnie to się aktualnie dzieje – dochodzi do ograniczenia tej wolności.

Oczywiście próby kontrolowania pikiet, demonstracji czy manifestacji już się odbywały wcześniej – z lepszym i gorszym skutkiem. Ostatnio w 2014 roku Trybunał Konstytucyjny uznał wiele przepisów z ustawy z 2012 roku zgłoszonej przez ówczesnego Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego za niekonstytucyjne. Wśród nich był m.in. zapis o tym, że aby zgromadzenie mogło się odbyć musi uczestniczyć w nim przynajmniej 15 osób czy zapis stwierdzający, że w jednym miejscu nie może odbywać się wiele manifestacji. Wobec tych punktów mocno protestowały środowiska prawicowe, nazywając te zmiany zwykłym bublem. Teraz wprowadzane są podobne lub takie same ograniczenia, a jednak sytuacja wygląda nieco inaczej...

Proces nowelizacji Prawa o zgromadzeniach nie trafił na czołówki wszystkich ogólnopolskich gazet. Odbieranie lub ograniczanie jednej z podstaw wolności obywatelskiej nie wywołuje dużego protestu społeczeństwa, ani nawet specjalnego zainteresowania wśród samych polityków (w tym opozycji). Dowody? Pierwsze czytanie projektu nowelizacji 29 listopada 2016 r. odbywa się przy niemal pustej sali sejmowej (16 posłów), a pierwsza demonstracja w obronie obywatelskich praw (Światła awaryjne) – tego samego dnia przed Sejmem – gromadzi ok. 100 osób. 

Co to oznacza? To, że demokracja w Polsce umiera po cichu.

Wolność zgromadzeń jest ściśle związana z wolnością słowa. A więc chodzi tutaj nie tylko o wolność wyrażania własnej opinii, ale także o wolność dostępu do opinii innych. O wolność dostępu do informacji, o wolność prasy, o możliwość korzystania z niezależnych informacji. Niestety często nie zastanawiamy się nad tymi powiązaniami. Ale, jeśli zabraknie wolności słowa – zrozumiemy, na co się zgodziliśmy przez zaniechanie protestu, i co tak naprawdę utraciliśmy. 

WILK,
30 listopada 2016 r.

Źródło: https://www.facebook.com/notes/wilk/artyku%C5%82-57-czyli-kilka-s%C5%82%C3%B3w-o-umieraniu/1178252432265065