Ja idę, a ty nie. Ja się nie będę wstydzić, a ty tak

Nie jest istotne czy protest przeciwko próbie łamania prawa jest mały czy duży. Nie jest istotne czy na demonstrację przyjdzie 100 osób czy 250 tysięcy, choć oczywiście zgromadzenia masowe mają o wiele większą siłę przebicia. Ważnym jest natomiast to, czy określony akt sprzeciwu zostaje zauważony i czy zdobywa akceptację wśród ludzi. Historia zna wiele takich „małych” aktów obywatelskich, które nie tylko wywołały dyskusję społeczną ale i doprowadziły do rozpoczęcia procesu zmian.

Tank Man, anonimowy mężczyzna w białej koszuli, który 5 czerwca 1989 roku, dzień po stłumieniu protestów na pekińskim placu Niebiańskiego Spokoju (Tiananmen) stanął przeciwko kolumnie czołgów, stał się symbolem oporu wobec komunistycznych władz Chin. Do tej pory nie wiadomo czy przeżył, ale ów brak oficjalnej informacji o jego losie jest do tej pory bardzo znamienny…

W maju 2016 roku w Borlange w Szwecji Tess Asplund samotnie sprzeciwiła się marszowi 300 neonazistów. Jej zdjęcie z podniesioną ręką do góry i zaciśniętą pięścią obiegło cały świat i wywołało dyskusję o odradzających się ruchach nazistowskich. Podczas swojego protestu czarnoskóra aktywistka nie powiedziała ani słowa, a mimo to przez wielu Szwedów jej akcja została okrzyknięta symbolicznym momentem w historii ich kraju. 

A dramatyczny akt samospalenia Ryszarda Siwca na znak protestu przeciwko komunistycznemu totalitaryzmowi?  Został usłyszany, niestety, dopiero po wielu latach – ale stał się wydarzeniem, które przeszło do historii Polski. Szkoda jedynie, że potrzeba było do tego poświęcenia własnego życia.

Dziś też odbywają się te małe – wielkie – protesty. Wspomnijmy sobie tylko te ostatnie, jak głodówka współzałożyciela Komitetu Obrony Demokracji Andrzeja Miszka i Dagmary Kołcz (KOD PP), akcje organizowane przez Obywateli Solidarnych w Akcji (dawniej KODE), czy też rozmaite małe manifestacje organizowane w różnych miastach w obronie praw kobiet. Czy przejdą do historii? Czy też izolacja mediów wobec nich zabije je na zawsze?

Jedno jest pewne – każdy protest wobec łamania prawa, a szczególnie protest wobec łamania praw człowieka, jest jednym z największych aktów odwagi, jakiego możemy się podjąć. Czy jesteśmy na to gotowi? Czy znajdziemy w sobie siłę, by odłożyć codzienne sprawy i zrobić coś istotnego? Coś, co może realnie wpłynąć na naszą rzeczywistość? Przecież tak naprawdę prawo stanowią pojedynczy ludzie, a nie partie. Politycy, których wybieraliśmy w wyborach, mają serca, i każdy z nich – jeśli tylko będzie chciał i uzna to za stosowne – może wyłamać się z dyscypliny partyjnej. Od każdego z nich z osobna zależy, czy przedłoży interes innych ponad swoim własnym.
To samo zadanie stoi przed nami – przedłożyć interes innych nad własne sprawy. Możemy na godzinę czy pięć zrezygnować z życia prywatnego, z pracy, z obowiązków i zrobić coś dla tych, którzy zaprotestować nie mogą. Możemy. Ale czy będziemy chcieć i uznamy to za stosowne? Decyzja należy do każdego z nas.

Ja sprzeciwiam się łamaniu praw człowieka. Oczekuję od mediów kreowania dyskusji publicznej o prawach reprodukcyjnych kobiet, o potrzebie powszechnej, rzetelnej edukacji seksualnej i dostępie do środków antykoncepcyjnych oraz o zagrożeniu życia i zdrowia kobiet, jakie niesie ze sobą projekt ustawy „Stop aborcji”. Oczekuję od polityków odrzucenia projektu tej ustawy, która  skaże kobiety na ogromne cierpienie i doprowadzi do wielu dramatów.

Czekam na to, by kobiety przyszły pod Sejm w obronie swoich praw. Czekam na to, by mężczyźni stawili się razem z nimi w ich obronie. A pierwsze czytanie projektu ustawy „Stop aborcji” zaplanowane zostało już na 22 września 2016 r. Protest pod Sejmem odbędzie się tego samego dnia w godz. 16.30-21.30.

Za tą demonstracją nie stoi wielka logistyka, wielkie pieniądze czy jakieś lobby. Ona jest organizowana bez większego rozgłosu ze zwykłej troski o kobiety. I zapewne to będzie mały protest. Ale odbędzie, bo ja idę. Mogę być tam nawet sama. Ja przyjdę. W obronie swoich praw i w obronie praw innych kobiet. Przyjdę, bo nie mogę patrzeć z poziomu kanapy, jak kolejny raz odbywa się ten polityczny handel. Przyjdę, bo wierzę w to, że każdy z nas może wpływać na otaczającą go rzeczywistość. „Jeden człowiek – jedna zmiana” – to jest moje hasło, którego się trzymam i już nie raz udało mi się je udowodnić w praktyce, w kilku dziedzinach.

Czy w sprawach praw człowieka warto protestować? Zawsze warto. A najlepiej jest protestować tam, gdzie stanowi się prawo. Czyli pod Sejmem. Ja idę. Ty nie. Masz na pewno mnóstwo ważnych prywatnych i zawodowych spraw oraz wiarygodnych wymówek, by się nie przejmować prawami kobiet. Prawda?  

WILK,
20 wrzesień 2016 r.

Źródło: https://www.facebook.com/notes/wilk/ja-id%C4%99-a-ty-nie-ja-si%C4%99-nie-b%C4%99d%C4%99-wstydzi%C4%87-a-ty-tak/1112620848828224