Do przeciwniczek aborcji

Jesteś katoliczką i uważasz aborcję za zło. Nie wszyscy katolicy z tym się zgadzają, nie wspominając o niewierzących. Dla nich to najwyżej „mniejsze zło”, a dla wielu wręcz banalny zabieg medyczny, bez żadnych etycznych implikacji. Ale masz prawo tak myśleć.

Jesteś chrześcijanką, zatem wierzysz w przesłanie Chrystusa, który zalecał miłosierdzie i uczył, jak swym postępowaniem ulżyć cierpieniu bliźnich. Pragniesz postępować moralnie, ale moralność to nie tylko odróżnianie dobra od zła. To również zdolność odróżniania zła od mniejszego zła, gdy nie ma innego wyboru. W życiu nic nie jest czarne ani białe, lecz wciąż stajemy wobec konfliktów wartości, gdy trzeba wybierać mniejsze zło.

Jeśli uważasz aborcję za zło, powinnaś walczyć o to, aby aborcji było jak najmniej. Otóż z międzynarodowych statystyk dowiesz się bez cienia wątpliwości, że we wszystkich krajach, gdzie przerywanie ciąży jest legalne, liczba aborcji spadła w ciągu ostatnich 25 lat średnio o 40 procent. Jednocześnie w państwach, w których przerywanie ciąży jest zakazane, liczba przeprowadzanych zabiegów od lat jest mniej więcej stała.

Liczby aborcji nie da się zredukować za pomocą surowych zakazów prawnych. Jedyny ich skutek to rozwój podziemia aborcyjnego i turystyki aborcyjnej oraz śmierć i okaleczenia kobiet poddających się aborcji pokątnej.

Gdyby zestawić wypadki śmierci młodych kobiet, wypadki ciężkich i trwałych schorzeń, które z obecnego bezdusznie podtrzymywanego stanu rzeczy wynikają, zadrżeliby może ci, którzy w zaciszu wygodnego gabinetu układają swoje ustawy. a gdyby doliczyć inne, pośrednio wynikające z nich skutki: samobójstwa, dzieciobójstwa i inne klęski, wówczas zrozumielibyśmy, z jaką słusznością nazwano ten artykuł (zakazujący aborcji, przyp. SR)„największą zbrodnią prawa karnego”.(Tadeusz Boy-Żeleński, „Piekło kobiet”, 1930)

O liczbie niechcianych ciąż, zakończonych najczęściej aborcją, decyduje dostępność antykoncepcji, solidna edukacja seksualna, pomoc państwa i organizacji społecznych dla ubogich kobiet w ciąży oraz zapewnienie opieki i wsparcia ciężarnym niezamężnym dziewczętom. Toteż najmniej aborcji jest na „zgniłym Zachodzie”, gdzie prawo jest liberalne, opieka społeczna rozwinięta, a głos Kościoła w tej kwestii w ogóle się nie liczy.

Od kiedy w 1993 roku polski Kościół,  lekceważąc 1,7 mln podpisów za liberalizacją aborcji, wymusił „kompromis aborcyjny” (będący w istocie najbardziej restrykcyjną ustawą w Europie, wyłączając Maltę i Irlandię), w niczym statystyk to nie poprawiło, wręcz przeciwnie. Wedle rządowych danych, legalnie przeprowadza się w Polsce ok. 900 aborcji rocznie. W rzeczywistości usuwa ciążę, jak się ocenia, blisko 200 tysięcy kobiet, więc statystycznie co najmniej dwa razy więcej, niż na Zachodzie. Ryzykują one zdrowiem i życiem, gdyż skazano je na dokonywanie aborcji w ukryciu, mimo iż sam zabieg przeprowadzony pod właściwą kontrolą lekarską należy do jednego z najprostszych, zaś opowieści o „post-aborcyjnej traumie” to legendy.

Jeśli myślicie co gorsza, że problem rozwiąże nowy projekt ustawy „pro-life” o całkowitym zakazie aborcji, nawet w przypadkach gwałtu, deformacji płodu lub zagrożenia dla życia matki, zobaczcie tragiczne rezultaty takiej polityki w nielicznych krajach świata, gdzie takie rozwiązanie przyjęto. Więzienia w Salwadorze czy Nikaragui pełne są „morderczyń”, skazanych na dziesiątki lat więzienia za „podejrzane poronienie”, będące następstwem zbiorowego gwałtu, kobiety umierają setkami, a tysiące skazane są na bezpłodność w wyniku chałupniczych zabiegów.

Nikt i nic nie powstrzyma kobiety przed usunięciem płodu, jeśli nie chce lub nie może mieć dziecka. Wiecie o tym dobrze, gdyż znacie mnóstwo takich przypadków wśród waszych bliskich i znajomych. Ocenia się ostrożnie, że co najmniej co czwarta Polka (z pewnością znacznie więcej) co najmniej raz przerwała ciążę. Gdy życie was przyciśnie, z pewnością niejedna z was się na to zdecyduje, wobec siebie lub własnej córki. Wymuszenie na kobiecie urodzenia niechcianego dziecka to droga do unieszczęśliwienia zarówno kobiety, jak i dziecka. Nieistnienie natomiast nie boli.

Jeśli jesteś chrześcijanką, powinna Ci w życiu przyświecać etyka troski. Troski o tych, którzy cierpią, troski o kobiety słabo wykształcone i ubogie, których nie stać na wyjazdy za granicę w celu usunięcia ciąży. Możesz uważać aborcję za zło, nawet absolutne, i stosować się do tego ściśle we własnym życiu. Nikt do aborcji Cię nie zmusi. Ale tego poglądu nie możesz narzucać wszystkim, którzy myślą inaczej. I jeśli umiesz dostrzec fakty, niezbite fakty, będziesz zmuszona przyznać, że zakaz aborcji jest głęboko niemoralny i okrutny. Gdyż w ostatecznym rozrachunku nie ubywa, lecz przybywa od niego cierpienia.

Stefan Rieger, 25.08.2016

© Stefan Rieger, Protest kobiet 2016, www.protestkobiet.pl