Alfabet Protestu kobiet

Z okazji roku istnienia Protestu kobiet, który powstał 1 kwietnia 2016 r., ujawniamy kulisy działania naszej inicjatywy społecznej. "Alfabet Protestu kobiet" został napisany na wesoło i jest prawdziwy, ale zawiera - w związku z datą przypadającą w Prima Aprilis - jedną fałszywą informację. Którą? Zgadnijcie sami.

A

– Alert. Nasz najfajniejszy alert odbył się w nocy przed Piknikiem organizacji pozarządowych po Marszu godności – Proteście kobiet. W ciągu kilku godzin zostało stworzone całe nasze stanowisko edukacyjne od zera, łącznie z trójwymiarowym napisem, flagami własnej roboty, aż po profesjonalnie wyprodukowany roll-up. Nie wiemy jak to się stało.

B

– Baterie. 8 marca 2017 r., podczas spontanicznego przemarszu z „Niebieską linią” (kilkaset metrów materiału o szer. 1,06 m) z pl. Konstytucji pod Pałac Prezydencki, pożyczyłyśmy nasz megafon z czoła pochodu osobom bardziej w środku. Za jakiś czas podchodzi zmartwiony młody mężczyzna i oddając megafon mówi, że przestał działać. Rozsypały się baterie i po włożeniu już nie zadziałał. Ewa zakłada okulary, zagląda, wyjmuje baterie, wkłada jak należy i sprawia cud – działa. Dumna mówi – Bo to się wkłada odwrotnie…

– Blondynki. Dostałyśmy wiele wiadomości od troszczących się o naszą demonstrację „Blondynki wywołują polityków” mężczyzn, że taki tytuł może ośmieszać akcję i same kobiety, a sprawa jest poważna. – No ale my wszystkie jesteśmy blondynkami!

C

– Cele. Ciągle ktoś nam podprowadza wydruki z zapisanymi celami Protestu kobiet. O co tu chodzi?

– Cichociemna. Z Anną niektóre z nas w ogóle jeszcze się nie spotkały, mimo że byłyśmy w miarę w jednym miejscu, w zasadzie w tym samym czasie. Po pół roku, nagle, Anna donosi, że w swojej firmie zorganizowała zbiórkę i właśnie przekazuje Centrum Praw Kobiet ponad 6 tys. zł.

Ć

– Ćwierć kilo. – Nie mogę nosić większych ciężarów bo oko mi wypłynie, a każda paczka z ulotkami waży ok. 7 kg! Może ktoś to ode mnie przejmie?
Po miesiącu: – Masz tu w urodzinowym prezencie od nas wózek.

D

– Dyzio. To potoczna nazwa zakładu, który produkuje nasze znaczki-przypinki. Po ostatniej wizycie, gdy zamówiłyśmy 560 sztuk, usłyszałyśmy: – Możemy tylko 550, bo wyczerpałyście już wszystkie nasze zapasy.

– Dziewczyny. – Dziewczyny dziewczyny! Mówią o was „te od zielonej kreski” – doniosła pewnego dnia jedna z naszych Marii.

– Dzieci. Odkąd matki zajmują się protestami nasze dzieci odkrywają, że tata też potrafi.

E

– Emerytura. – To ja idę na emeryturę – usłyszałyśmy po wysłaniu naszej pierwszej ulotki do profesjonalnej konsultacji. Następnym razem było już tylko znaczące uniesienie brwi.

F

– Fasolka po bretońsku. To była nasza najkrótsza kampania edukacyjna. Kto wie, ten wie.

G

– Gdzie jest klej? To pytanie pojawia się zawsze przy okazji rozstawiania planszy z napisem „Koronkowa rewolucja”. Robiony ręcznie transparent zawsze jest rozklejony, nie da się go ładnie rozstawić i jest chyba najgorszą rzeczą do przewożenia. Ale lubimy tę planszę i kropka.  

H

– Halo? – Tu Puma. – O rany.

I

– I co? Podczas drugiego druku cyfrowego otrzymałyśmy informację, że 15 minut przed nami była w zakładzie reprezentacja zwolenników całkowitego zakazu aborcji. „I co?” – pytamy. „No, muszę przyznać, że mieli stanowczo mniejszy budżet” – padła odpowiedź.

J

– Jak by co, to ja dzisiaj strajkuję i nie płacę za parking. To jest mój kwitek (ulotka strajkowa za szybą samochodu).

K

– Klucze. Przed Marszem godności – Protestem kobiet, aby się nie zgubić (i w ogóle poznać, bo niektóre z nas miały ze sobą tylko kontakt cyfrowy i telefoniczny) wymyśliłyśmy tajne miejsce do spotkania na pl. Zbawiciela. Pod reklamą zakładu dorabiającego klucze. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że „pod kluczami” stało przynajmniej 500 osób – tu była rozdawana darmowa lemoniada. Połowa naszej grupy się nie znalazła. Od tamtej pory przed rozstawieniem się naszych stanowisk edukacyjnych zawsze gdzieś – dla rozrywki – umieszczamy tabliczkę z napisem „Klucze”.

L

– Linia. Niebieska linia. – A może by tak 8 marca zrobić coś z długą wstęgą niebieskiego materiału? – Owinąć Sejm? – Nieee, tam nie ma nikogo ważnego. – Owinąć Pałac Kultury? – Nieeee no, weź, przestań, ile to ceregieli. – Przejść z nią spod Rotundy na finał na pl. Defilad? – OK. To zróbmy ją taką długą żeby sięgała od Rotundy do Świętokrzyskiej i trzeba będzie zatrzymać ruch, bo na jednych zielonych nie przejdziemy. – Ale finał będzie na pl. Konstytucji. – Aha. No to trzeba będzie zablokować rondo Dmowskiego. – OK. To da się zrobić.

Ł

– Łódź. Ulica Piotrkowska. Może to dziwne, ale podczas naszej wizyty na demonstracji w Łodzi ulica Piotrkowska się przed nami schowała, a jej poszukiwania przez długi czas były bezskuteczne. Cudem zdążyłyśmy.

M

– Magiel. 24 października 2016 r., gdy jesteśmy pod Rotundą podczas naszej demonstracji „Nie zejdziemy do podziemia” dzwoni kurier, że przywiózł kolejne ulotki, a adresata nie ma w domu! Negocjacje. Nie chce przyjechać pod Rotundę. Nie chce zostawić tam, gdzie mu wskazujemy. Chyba nas nie lubi… W końcu informuje, że zostawia je w... MAGLU! Po dwóch dniach, gdy udaje nam się je w końcu odebrać, informujemy nasze koleżanki, że oto są ulotki prosto z magla. Hasło „magiel” zostanie już z nami na zawsze…

– Media. – Zapomniałam wam powiedzieć, że udzielałam wywiadu do materiału, który ma się ukazać w JAKIEJŚ francuskiej gazecie. Po trzech miesiącach okazało się, że chodzi o „Le Monde”.

N

– Nie zejdziemy do podziemia – pod udostępnieniem wydarzenia na Facebooku jeden z komentarzy brzmiał: – A to się Mateusz Kijowski zmartwi, bo on właśnie zamierzał odwrotnie...

O

– Ogarnianie naszego majdanu. To jest rzecz naprawdę straszna. Ciągle coś wnosimy i wynosimy, pakujemy do samochodu (ostatnio nawet do dwóch), przykręcamy, przyklejamy, przywiązujemy. Mamy dziesiątki różnych toreb i torebek. Kłąb naszych niezbędnych rzeczy, zwany majdanem, leży podczas akcji pod drzewem i nie dość, że nie mamy bladego pojęcia, gdzie co jest, to jeszcze musimy go pilnować. Stały element rozmowy po „Niech każda policzy ile czego ma, zwłaszcza kijów”.

– Oczy. Natasza: – Ja to bym chciała żeby pojawiło się na plakatach dużo obserwujących kobiecych oczu. – Mówisz, masz.

P

– Poczta. Pewnego dnia cała poczta zniknęła. I mowa o budynku, a nie o przesyłkach.

– Policja. Po naszych doświadczeniach to my za mundurem sznurem. 8 marca 2017 r. pod Rotundą: – To jak ma to przebiegać? – No mamy tu 500 metrów niebieskiej tkaniny, którą będziemy rozwijać idąc w kierunku pl. Konstytucji. – Hmmm. OK. To ja wezwę zarząd ruchu.
Po jakimś czasie: – To zrobimy to tak: ruszycie punkt 16.30 i pójdziecie przez rondo taką trasą. – Maria, chodź słuchać, bo będziesz prowadzić (następuje krótka powtórka). – Dalej na Marszałkowskiej trzymajcie się dwóch prawych pasów. – Ale my planowałyśmy dalej iść w zasadzie chodnikiem. – Nieee, no gdzie tam. Musicie iść jezdnią, jak należy. – Kocham pana. 

R

– Rotunda. Przed Międzynarodowym Strajkiem Kobiet. Dokumentacja terenu 5 marca. Ustalenia, gdzie co stanie, gdzie się ustawiamy, gdzie zaplecze, którędy by tu wejść na rondo. Telefon 7 marca, dzwoni Maria, której nie było na dokumentacji, bo miała swoje obowiązki na Manifie: – Słuchaj, ale gdzie my tam mamy zrobić to demo? Przecież tam w ogóle miejsca nie ma. – Maria, spokojnie, 100-200 osób się zmieści spokojnie, wszystko jest udokumentowane. 8 marca, godz. 12.30 pod KPRM po przekazaniu listu do B. Szydło, Puma i Admirał: – Uwaga, przejeżdżaliśmy obok Rotundy, tam nie ma miejsca, płot zabezpieczający rozbiórkę stoi prawie przy samej jezdni… Godz. 13.00, no faktycznie, miejsca nie ma, a i Rotunda ledwie jest. Osób było przynajmniej 800, bo w końcu rozwinęli 400 m niebieskiej linii, stojąc nawet gęściej niż co metr po obu stronach. Do niesienia ostatnich 100 m dołączyli ludzie już po drugiej stronie ronda. Dało się? Dało. 

S

– Sznurek. Żadna akcja nie może odbyć się bez rzeczy podstawowych, a są nimi niewątpliwie sznurek oraz taśma klejąca. Normalne. Jak w kosmosie.

– Stock. Z nieznanych bliżej powodów zdjęcia z naszych demonstracji znalazły się na wielu serwisach stockowych (światowe bazy zdjęć) – Nie jestem pewna czy jestem gotowa być twarzą feminizmu!!!

– „Solidarność naszą bronią”. Żeby nie była obosieczna w obowiązkach domowych trzeba czasem podjąć pertraktacje, zwłaszcza, gdy mąż się silnie solidaryzuje i też strajkuje… 

Ś

– „Światła awaryjne”. Jednym z haseł promujących tę manifestację Protestu kobiet było „Wezwijcie swoich Jedi!”. Efekt? Trzy miecze świetlne na demonstracji.

– Świetnie wyglądasz! Na wypoczętą jakbyś nic nie robiła – stwierdza Natasza.
Następnego dnia Natasza przyjeżdża po pudła do zapakowania. – Sorry za bałagan, ale tak to właśnie wygląda, jak się nic nie robi.

T

– Trzeciego października samochód jednej z nas był oznaczony ulotką akcji „Czarne łzy”. Na jednym z głównych skrzyżowań Warszawy nagle zatrąbił na nas jeden pan. Wysiadł z samochodu i zaczął się dobijać do okna. Z uśmiechem wręczył nam znaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Po otrząśnięciu się z szoku – wykonałyśmy manewr zwrotny. Dla odmiany wysiadła jedna z nas, by podziękować znaczkiem Protestu kobiet. Zdziwienie obopólne. I poczucie prawdziwej solidarności.

– To ja będę robić szablony – zaoferowała Basia. Z bardzo szerokich planów zrealizowany został dotychczas jeden „Puma Strike” na wózek, o którym mowa pod literką „ć”. Za to jaki piękny!  

U

– Ulubiona ulica. Aleje Ujazdowskie, siedziba Kancelarii Premiera Rady Ministrów, funkcjonariusz BOR: – Czy jest pani zdecydowana, że musicie to wnieść (pudła z setkami ometkowanych ceną 4000 zł laleczek)? – Tak, to prezent. – No trudno.

W

– Własna celebrytka. – Oooo, czy pani dzisiaj też zbiera pieniądze na CPK? – Oooo, widziałam panią przed chwilą w „Faktach”! 
Kwiaty we włosach, stanie na „barykadzie”, takie rzeczy, i lans jest.

Z

– Zbiórka publiczna. Info od koleżanki składającej wniosek o zbiórce w urzędzie – Pan trochę kręcił nosem, że za dużo celów i za dużo chcemy robić...

– „Zastanawiam się nad opuszczeniem grupy”. To jedno z naszych zawołań w sytuacjach wyjątkowo humorystycznych. Szczegółów nie zdradzimy, bo to jest tajemnica.

– Zawał serca. Po wielogodzinnej akcji pod Pałacem Prezydenckim „Rząd bawi się nami jak lalkami” odkryłyśmy wiersz napisany na temat Protestu kobiet. Wydawało nam się, że więcej tego dnia zdarzyć już się nam nie może. A tu nagle zdjęcia. Autor? Chris Niedenthal.

Ź

– Źle zaparkowałem, czy to z tego powodu jest tu ta policja? – Nie proszę pana, my tu demonstrujemy. – Uffff, a długo będziecie? – Jakieś dwie godziny. – OK, dziękuję – powiedział i bardzo szybko się oddalił.

Ż

– Żeby tylko mieć, gdzie zaparkować. – Jesteś już tam? – pytamy Kasię z drogi. – Tak. – To weź znajdź jakieś miejsce do parkowania i zajmij. Będziemy za jakieś 15 minut. – Kurczę, nie ma nic wolnego. A nie, właśnie ktoś wyjeżdża.
Po kwadransie, parkujemy na zajętym przez Kasię miejscu. – Masz dwa złote.